obecnie jestesmy w casablance. wrazenia po nadorskim incydencie nieco opadly, choc bolace noga nie pozwala o tym zapomniec. po fakcie dowiedzielismy sie, ze mieszkancy nadiru to w znacznej czesci kontrabanda: przybysze z pobliskiej algierii i hiszpanie wyjeci spod prawa. no coz, wszedzie mozna trafic na dobrych i zlych ludzi. taka sama sytuacja moglaby wydarzyc sie rowniez w polsce. pocieszajace jest to, ze po tym mocno nieprzyjemnym incydencie, spotkalismy sie ze znacznym wsparciem i bezinteresowna pomoca ze strony marokanczykow. nadal sadze, ze jest to przyjazny narod, nalezy tylko unikac niebewpiecznych miejsc, gdzie kreca sie bandyci z nozami...
a tak juz w zupelnosci zostawiajac nadir: dzis spotkalismy polskich marynarzy. przyjemnie jest uslyszec rodzima mowe w obcym kraju.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz