
Wszelkie opowieści o trudach podróżowania na stopa przez Hiszpanie należy wyciągnąć spomiędzy bajek. Czystej krwi liberyjczycy nie maja zwyczaju zatrzymywania się na widok podniesionego kciuka. O ile przejechanie 3 000km przez Polskę, Francję i część Hiszpanii zajęło nam 4,5 dnia, to ostatnie 200km z Cartageny do Almerii pokonywaliśmy dwa dni.
Początkowo wszystko szło dobrze. Z kątów wrocławskich dostaliśmy się do Drezna, na CB wywołaliśmy kolejnego kierowcę, który zawiózł nas do Strasburga, skąd zabrał nas Szymon, jadący wzdłuż wybrzeża aż na samo południe Hiszpanii. Problem zaczął się, gdy z dużych, wygodnych i wyposażonych w radio Tir-ow musieliśmy przesiąść się na krótkobiezne osobówki. Cala podroż to osobny elaborat. Może jak starczy czasu jeszcze coś o tym napiszemy.
Teraz siedzimy u znajomych w Aguadulce. Rejon, gdzie słonecznych jest 300dni w roku, a my trafiliśmy na deszcz…
Cały półwysep to zagłębie pomidorowe. Równina nadbrzeżna i zbocza gór pokryte są szklarniami. Z góry wygląda to jak ogromne plastikowe morze (na zdjęciu widok z satelity - bialy kolor to szklarnie!).
Jutro jedziemy pozwiedzać Almerię.

No Robaczki trzymam za Was kciuki! W razie problemów wysyłam Blackhawka z plutonem smutnych panów w czerni z M4 w rękach;))).Do zobaczenia w smutnej i zimnej polszy
OdpowiedzUsuńKurka wodna! i tak szybciej tam dotarliscie niz przypuszczalem! Powodzenia!
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, że na początku podchodziłem bardzo sceptycznie do Waszej wyprawy, ale jak widać po postach Twoje szczęście jest odwrotnie proporcjonalne do rozumu, przez co z moich katastroficznych wizji rodem z Piły i Hostelu wyszedł Wam świetny trip :-)
OdpowiedzUsuńPytanie tylko kiedy zmądrzejecie i nie wrócicie ;-)