ostatnie dni obfitowaly w wydarwenia. dzialo sie tak wiele,ze trudno poskladac mysli. od czego zaczac? moze od tego, ze wychodzimy na prosta i kontynuujemy podroz, choc jej losy byly zagrozone. rozwazalismy juz powrot do kraju. marokanska rzeczywistosc poznalismy od jej najgorszej strony.
osoby o slabych nerwach prosze o odejscie od ekranow i zaprwestanie czytania dalszej czesci relacji.
nadir. niewielkie miasteczko ,kilkadziesiat km od granicy z hiszpania. w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na nocleg zapuscilismy sie do niewlasciwej dzielnicy: slonce zachodzilo juz za horyzont. zatrzymalismy sie przed jakims znakiem. w tej samej chwili z ciemnej uliczki wylonilo sie dwoch marokanczykow: nie mieli oni przyjaznych zamiarow wzgledem nas. jeden z nich wyciagnal noz i zaczal dzgac nim powietrze wokol nas. wywiazala sie szarpanina.celem napastnikow okazal sie aparat przytroczony do mojego plecaka. oprocz sprzetu foto stracilam tez sporo krwi, bo jedno z pchniec dotarlo do celu. wandale uciekli, a ja zostalam z rozrywajacym bolem w prawej lydce. czerwona ciecz obficie przelewala sie przez prowizoryczny opatrunek. kubeksowi na szczescie nic sie nie stalo, choc byl w niemniejszym szoku niz ja. pojedynczy przechodnie zaaferowani zamieszaniem probowali pomoc, nie bardzo jednak wiedzac jak. mielismy jednak troche szczescia. wkrotce pojawil sie nieznajomy, ktory szybko opanowal sytuacje, wezwal pogotowie, powiadomil policje i co najwazniejsze, pelnil funkcje tlumacza, gdyz dobrze wladal angielskim. po kilku minutach przyjechala karetka. zawieziono nas na ostry dyzur: nieznajomy objasnial lekarzom i policjantom szczegoly zdarzenia. ja czekalam na swoja kolej, bo nie bylam jedynym naglym przypadkiem tego wieczoru. zniecierpliwiona weszlam do sali z napisem chirurgia. po tym, co tam zobaczylam,chcialam znalezc sie jak najdalej od tego miejsca. na stole operacyjnym lewal prawie fioletowy facet. mnie to wygladalo na sekcje zwlok, choc kubex twierdzi, ze gosc sie ruszal.widzac moja reakcje, salowi przegrodzili truposza parawanem. przyszla moja kolej. z niepokojem sledzilam kazdy ruch lekarzy: lustrowalam z czym sie do mnie zblizaja i czy maja rekawiczki.wstawili mi kilka szwow i zaraz na moim miejscu pojawil sie kolejny pacjent.
nastepne kilka godzin spedzilismy na kolejnych posterunkach policji. po ktoryms z kolei zeznaniu trafilam do obszernego, przyozdobionego zdjeciami marokanskiego krola, biura komendanta. wyjasnil, ze poczatkowo rozmawialismy z zandarmeria i dopiero teraz trafilismy do wlasciwej wladzy. gdy ja rozsiadlam sie w skorzanym fotelu popijajac expresso (co bylo w znacznym kontrascie ze wczesniejszymi betonowymi lawkami i^plastikowymi krzeslami w malych, zadymionych pomieszczeniach), kubeks jezdzil po okolicy radiowozem w poszukiwaniu miejsca zdarzenia.^po kilku godzinach i niezliczonej ilosci razy powtarzania tego samego; podsunieto nam do podpisania kilka zapelnionych arabskimi szlaczkami kartek. to mialy byc nasze zeznania. coz bylo robic? podpisalismy, majac nadzieje, ze nie jest to zgoda na wyrok smierci przez rozstrzelanie. okolo 1 w nocy kolejni tajniacy odwiezli nas do pobliskiego hotelu i postawili nocleg. kozystajac z goscinnosci, zostalismy w hotelu FES jeszcze jeden dzien.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Och Aska, uwazaj tam na siebie, prosze...
OdpowiedzUsuńCiesze sie, ze ta wyprawa doszla ze skutku, zebys mi tylko wrocila w jednym kawalku!
Trzymaj sie cieplo, buziaki z mojej nudnej i szarej obecnie Irlandii(wpadnij kiedys:) ):*
Dobrze ze wam nic sie nie stalo! Znaczy prawie nic... Z jednej strony dobrze ze to TYLKO noga, z drugiej szkoda ze w ogole do tego doszlo... Szkoda aparatu ale najwazniejsze ze wam nic nie jest! Trzymajcie sie! Jestesmy z WAMI!
OdpowiedzUsuńTrudno pisać, ze nic się nie stało.Należy tylko się cieszyć,że nie stało się najgorsze.Trudno mi ocenić stan twojej nogi, lecz nie ma co narażać na pogorszenie twojego stanu zdrowia.Droga powrotna jest długa i trudna wiec proponuje odwrót.Myślę,ze cel został osiągnięty!
OdpowiedzUsuńCzekam na ciebie w domu!