






zadomowilismy sie w casablance. hotelik calkiem przyjemny i nie drogi [choc i tak musimy sie potargowac z uwagi na dlugi czas pobytu], pogoda sie ustabilizowala, wokol mili i pomocni ludzie, jednym slowem: zyc, nie umierac! glownym problemem jest tylko trudnosc w sprawnym przemieszczaniu sie. na chwile obecna wyglada to tak, ze kubex nosi mnie na barana, co sprawia, ze powoli stajemy sie tutejsza atrakcja...
wczoraj poznalismy przybysza z argentyny. szukal jakiegos lokum, wiec zaprowadzilismy go do naszego hoteliku i tak juz zostal. wieczorem wygramolilismy sie na dach i z wielka uwaga oraz kubkami kawy w dloniach obserwowalismy zycie casablanskiej mediny.
wlasnie ustalilismy plan powrotu. wyglada on mniejwiecej tak: w czwartek rano jedziemy pociagiem do marrakeszu, stamtad mamy ryanaira do dusseldorfu i...tu plan sie konczy.prawdopodobnie w sobote wbijemy sie w niemiecka kolej i przejedziemy caly kraj az do berlina [a moze nawet do szczecina] na wochenende ticket.

Asiek, bo ja sie juz gubie-to gdzie ty w koncu teraz w Polsce rezydujesz?? czekam na tego twojego maila nadal:)
OdpowiedzUsuńMądra decyzja z tym powrotem,bardzo mi cie żal,ze tak zostałaś "uziemiona".Trzymam za ciebie kciuki, abyś jak najszybciej wyzdrowiała i wróciła do domu.Serdecznie pozdrawiam i życzę miłego i szybkiego powrotu.
OdpowiedzUsuń